Horoskopy dla każdego znaku
To była piękna niedziela pogoda dopisywała, słońce świeciło na niebie nie było ani jednej chmurki. Te wszystkie znaki wróżyły uroczy dzień. Z sypialni sączyła się delikatnymi dźwiękami muzyka soulowa, z płyty którą dostałam od Hieronima w rocznicę naszego pierwszego spotkania, które odmieniło nasze życie na lepsze. Leniwie wyciągałam się w wielkim łożu, szczęśliwa, że nie muszę dziś iść do pracy. Nie słyszałam jednak mego ukochanego Hieronima i nie słyszałam kiedy wstał. Zaczęłam się zastanawiać gdzie on jest. Wstałam i okazało się, że go nie ma. Jednak po chwili usłyszałam zgrzyt klucza w zamku i oczom moim ukazał się wielki bukiet przepięknych czerwonych róż. Wiedział jak kocham te róże i jaką im przypisuję symbolikę. Od zawsze wierzyłam w magię kwiatów i jestem szczęśliwa, że w taki sposób mój ukochany okazuje mi swoje gorące uczucia. Ten dzień zapowiadał się magicznie, zjedliśmy wykwintne śniadanie po czym znów czekała mnie niespodzianka. Na spodku od filiżanki kawy, którą Hieronim mi zaparzył, znalazłam pierścionek zaręczynowy! To był najpiękniejszy dzień w moim życiu.
W niedziele umówiłam się na randkę z chłopakiem z którym od dłuższego czasu utrzymywałam znajomość internetową. Poznaliśmy się na portalu randkowym i bardzo miło nam się rozmawiało. Mieliśmy te same zainteresowania, podobne poczucie humoru, a na zdjęciu które mi wysłał, wyglądał świetnie. W końcu zaproponował spotkanie, a ja się zgodziłam. Byłam bardzo ciekawa, jaki on jest w rzeczywistości , a i denerwowałam się tym spotkaniem. Nie wiedziałam, czego mogę się spodziewać. Poprosiłam koleżankę, która czasami mi wróżyła, aby rozłożyła karty i zapytała je co mnie czeka, jakie będzie to spotkanie. Kaśka wróżka z zamiłowania, bardzo chętnie zgodziła. Jak była moja ulga, kiedy dowiedziałam się, że spotkanie się uda, a nasza znajomość, ma duże szanse na poważny i trwały związek. Karty pokazały nawet, ze jest szansa na ślub i dzieci, o czym marzy każda dziewczyna. Trochę się uspokoiłam i przestałam myśleć o tym co będzie. Wiedziałam, że muszę spokojnie podejść do tego tematu i pozwolić by sytuacja, spokojnie swoim tokiem się rozwinęła.
Szczęście to ulotna chwila. Nie każdemu z nas jest dane zasmakować go w pełni. W dobie ówczesnych czasów, w pogoni za pieniądzem, za karierą, gubimy po drodze nasze marzenia. Warto jednak zatrzymać się na chwilę i przeanalizować, co jest tak naprawdę dla nas najważniejsze.
Nie tak dawno, sam byłem takim ówczesnym zalatanym człowiekiem. Rodzina na dalszym planie, nade wszystko praca i kariera. Pewnego dnia zachorował mój chrześniak. Oczywiście nie miałem czasu odwiedzić go w szpitalu, praca na pierwszym miejscu. W końcu pomiędzy jednym spotkaniem, a szkoleniem „wcisnąłem” w napiętym harmonogramie zajęć, odwiedziny małego Krzysia. To było dla mnie istnym szokiem. Krzysiek mizerny i osłabiony tak bardzo się ucieszył gdy mnie ujrzał, zaczął opowiadać o szpitalnym życiu i wręczył mi piękny obrazek. Obrazek przedstawiał czterolistną koniczynę, Krzyś wręczając mi go, powiedział, że chce abym był szczęśliwy, a koniczynka ma mi przynieść dużo szczęścia i miłości.
Ten dzień był przełomowy w moim życiu, które teraz wygląda zupełnie inaczej. Jestem szczęśliwy i staram się, aby moi bliscy byli równie szczęśliwi.
Ten dzień – mowa o feralnym październikowym wieczorze zaczął się niestety równie kiepsko jak kilka poprzednich. Leżałam wtedy w szpitalnej sali. Lekarze stwierdzili, że do usunięcia jest wyrostek.
Z pozoru czynność błaha, jednak miałam sporo obaw – znam bowiem swojego pecha doskonale. Byłam zła na cały świat, że to właśnie ja siedzę i czekam na zabieg. Dodatkowo trzymali mnie nieco dłużej z powodu jakiś bliżej mi nieznanych powikłań. Czytałam ostatnio horoskop na rok 2009 – miało być pięknie, sielanka, tymczasem październik i taka przygoda. Moje rozczarowanie tym wszystkim w co wierzyłam sięgało zenitu. Chyba tylko jakieś cudowne jasnowidzenie mogło by mi pomóc i odpowiedzieć wtedy na pytanie czy zabieg pójdzie dobrze, czy wszystko będzie w porządku i wrócę do swojego domu w jednym kawałku. Z pewnością gdybym znała jakiegoś jasnowidza to poprosiła bym o pomoc, ale w mojej rodzina była jedynie jedna wróżka amatorka, wiec pozostało cierpliwie czekać na nóż.
Obudziłam się w nienajlepszym stanie po zabiegu, ale już po paru dniach wydobrzałam i doszłam do stanu sprzed zabiegu. No prawie, bo jazda na rowerze to wciąż ogromny wysiłek.